Sadhana – uczyń ja swoim domem

Thumbnail

Rzeka była zimna i czysta, jej wody wezbrały z powodu wiosennych roztopów. Zachód słońca roztaczał się na horyzoncie zwiastując nadejście dłuższych dni. Rzucał różową, pomarańczową i czerwoną poświatę na brzeg rzeki i ostatnie połacie śniegu, jakie zostały po zimie. Moje stopy ugrzęzły w piaszczystym dnie rzeki. Poczułam przeszywające mnie zimno, potem piekący ból, aż w końcu mroźna woda spowodowała, że moje stopy zdrętwiały aż do kostek. Moja ręka zniknęła w woreczku z malą. Z każdym oddechem palce przesuwały się po koralikach. Wiatr tańczył pomiędzy wiszącym baldachimem starych, wiecznie zielonych roślin. Za mną słychać było śmiech i głosy przyjaciół zebranych w oddali wokół ogniska.

Nie mogłam zamknąć oczu. Nie mogłam się ruszyć. Przepadłam… Byłam zafascynowana taneczną harmonią, która istnieje tylko w takich miejscach jak to – na brzegu rzeki, daleko w górach, dziesiątki kilometrów od najbliższej drogi. Jest coś czystego w ziemi, która nigdy nie słyszała dźwięku silnika... Każdy oddech przychodził i odchodził, niosąc ze sobą powtarzaną mantrę. Każdy oddech przychodził i odchodził, a ja trochę się w nim zatracałam. Każdy oddech przychodził i odchodził, a ja mogłabym przysiąc, że wiatr intonował razem ze mną:

OM Namo Narajenaje

 

OM Namo Narajenaje

 

OM Namo Narajenaje

 

Każdy oddech przynosił poczucie spokoju, nadziei, wiary – było to tak silne, jak nigdy dotąd. Wydawało się, że nic innego nie istnieje. Była tylko mantra.

Kilka dni wcześniej ukończyłam kurs Atma Kriya Yogi. Po raz pierwszy w życiu dowiedziałem się o mantrze, oddychaniu i medytacji. I tak teraz stałam na brzegu rzeki, z palcami stóp unieruchomionymi w piaszczystym dnie rzeki, której właściwie już nie czułam… To było najgłębsze odczucie spokoju, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.

Trwałam tak dopóki cisza nie został przerwana przez głosy przyjaciół wołających moje imię. Czułam się zdruzgotana. Rozpadłam się na kawałki. Nastąpiła kompletna dewastacja ciszy. Nagle chłodny powiew sprawił, że na całym ciele dostałam gęsiej skórki, a woda zdawała się zamrażać mnie do szpiku kości. I ten hałas. Hałas powrócił wlewając się z powrotem do mojego wnętrza, zatrzaskując mnie ponownie w towarzystwie nieustannie trajkoczącego umysłu. Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam z tęsknotą na zacieniony brzeg rzeki i wróciłam powolnym krokiem do obozu.

To pierwsze „doświadczenie” z Dźapa Kriją pochwyciło mnie za serce. Pokazało mi to coś, co do tej pory uważałam za niemożliwe do osiągnięcia. Stało się moim największym przyjacielem i źródłem, do którego zawsze mogę wracać. Dźapa była tam, żeby świętować ze mną. Była tam po to, by pomóc mi przetrwać najciemniejsze godziny. Nawet wtedy, gdy nie wiedziałam, jak ją pokochać, ona wciąż tam była, tańcząc na moich ustach, czekając cierpliwie, aż ją pokocham.

Każdy z nas ma własny scenariusz podobnej historii. Każdy z nas posiada to jedyne doświadczenie i ulubioną technikę, która prowadzi nas przez życie. Dla mnie jest to Dźapa Krija. Dla ciebie może to być coś innego. Cokolwiek to jest, postaraj się to odnaleźć. Uczyń tę technikę naprawdę swoją. Przejmij ją na własność. To właśnie dzięki sadhanie możesz rozwinąć swój związek z Bogiem i doświadczyć Go. Sadhana pozwala ci przejąć odpowiedzialność za twój związek z Bogiem, pozwala przekazać Bogu, że należy On do ciebie tak samo, jak ty należysz do Niego.

Pozwól sadhanie przeprowadzić cię przez ten świat. Pozwól, aby twoje doświadczenia były dla ciebie nieustającą inspiracją. Zainspiruj swój umysł do tego, by poczuł się boskim umysłem. Spraw, by twoja sadhana była zarówno przestrzenią do świętowania, jak i miejscem schronienia. Uczyń ją swoim domem.


Blog »