W ciszy - Wspomnienia z cichego odosobnienia w Puri

Thumbnail

„Niech cisza zabierze cię do samego rdzenia życia”. - Rumi

W naszej zabieganej codzienności rzadko doświadczamy prawdziwej ciszy. Hałas współczesnego świata nieustannie zanieczyszcza naszą wewnętrzną przestrzeń, ponieważ jesteśmy otoczeni tak wieloma zewnętrznymi czynnikami, które walczą o naszą uwagę. Czasami, nawet gdy wykonujemy swoją sadhanę, kiedy robimy krije, umysł pędzi już gdzie indziej. Jednak z powodu ciągłego nawyku „pędzenia" gdzieś, bardzo „modnego" w naszym współczesnym świecie, zostajemy w końcu odłączeni od naszej duszy i jakoś tak się dzieje, że zatracamy się po drodze. Dlatego tak ważne jest, aby po prostu od czasu do czasu zatrzymać ten wewnętrzny wyścig, zostawić wszystkiego za sobą i ponowne odnalezienie się - w ciszy.

W listopadzie 2018 r., który był jednocześnie końcem świętego miesiąca Kartik, miałam tę błogosławioną możliwość uczestniczenia w cichym odosobnieniu z Gurudźim w Puri. Miałam bardzo pracowity rok i dlatego okazja do bycia przez kilka dni w ciszy i pogłębiania duchowej praktyki pod okiem Gurudewy była czymś, za czym naprawdę tęskniła moja dusza. Jak to często bywa, nie miałam pojęcia, jak głębokie i piękne może być to doświadczenie. Dotknęło ono moje serce do głębi, dlatego pomyślałam, że podzielę się z Wami odrobiną tego, opowiem jak to jest być na cichym odosobnieniu z Gurudźim. Szczerze mówiąc, jest to coś, czego każdy Kriya Jogin powinien doświadczyć chociaż raz w życiu.

Po pierwsze, czym jest cisza?

Oto pytanie, które Gurudew zadał każdemu z nas na samym początku odosobnienia. Padło wiele odpowiedzi. Kiedy każdy z nas już się wypowiedział, Gurudźi udzielił nam wskazówki:

„Ładnie brzmi to, co powiedzieliście o ciszy. Piękne słowa. Poproszę was jednak o to, abyście zapomnieli o tym wszystkim. Możecie to zrobić? Jeśli będziecie trzymali się tego, co przed chwilą powiedzieliście, nigdzie nie zajdziecie”.

To, co zwykle rozumiemy pod słowem „cisza", jest ciszą zewnętrzną – zapominamy o kultywowaniu wewnętrznej ciszy. Nawet jeśli udacie się do najbardziej cichego miejsca na świecie, ale nie podejmiecie świadomego wysiłku, aby ściszyć swój wewnętrzny hałas za pomocą dźapam i samoanalizy, wtedy zamiast doświadczać rzeczywistej ciszy, po prostu – w najlepszym przypadku – odczujecie relaks, a w najgorszym – frustrację, ponieważ wasz umysł będzie stale próbował wypełnić pustkę zewnętrznej ciszy swoimi niezliczonymi myślami, pragnieniami i oczekiwaniami. Prawdziwa cisza ma niewiele wspólnego z brakiem dźwięku. Dla jogina prawdziwą ciszą jest zanurzenie się poza myśli i emocje do spokojnych wód duszy, nieporuszonych przez zmienne fale umysłu.

Następnie Gurudźi opowiedział nam o wielkiej ciszy.

„Jaźń sama w sobie jest oceanem spokoju. Dlatego, gdy patrzycie na świętych, kiedy dochodzą oni do punktu urzeczywistnienia, tak naprawdę to urzeczywistnienie nazywa się przebudzeniem wielkiej ciszy. Wielka cisza oznacza, że możecie być obecni w świecie, w samym środku Nowego Jorku, możecie robić cokolwiek, ale w środku jesteście spokojni. Nic was nie porusza. Z kolei, gdy wasz umysł jest zajęty, jesteście pełni oczekiwań, pełni pragnień. Stajecie się jego niewolnikami”.

„Święci – ich umysły, mogą zrobić wszystko – nie ma w nich przywiązania. Podczas gdy wy… kiedy coś robicie, kiedy wasz umysł jest bardzo aktywny, co się wtedy dzieje? Przywiązujecie się. Wasz umysł przywiązuje się do rzeczy, które robicie. Z tego też powodu świat staje się waszą rzeczywistością. Podczas gdy święci, ich umysły są przywiązane do Boskości. Mogą więc zrobić wszystko. Nic nie może ich poruszyć. Oto stan wielkiej ciszy. Kiedy umysł wchodzi w spokojny stan".

Początek cichego odosobnienia.

Podczas odosobnienia nie mogliśmy korzystać z telefonów komórkowych, laptopów, a nawet książek – wszystkie zostały „skonfiskowane” przez organizatorów. Uczestnicy mieli tylko siebie, swoją dźapa malę i swój umysł. Miało to na celu uświadomienie sobie czegoś - a raczej kogoś - więcej: Wielkiego Obserwatora. Tego, który mieszka w ciszy i obserwuje nawet sam umysł.

Każdego ranka rozpoczynaliśmy dzień od ćwiczeń Surya Namaskar i Atma Kriya Yogi na plaży, tuż po wschodzie słońca. Następnie, po śniadaniu, szliśmy na spacer z dźapą nad brzeg Oceanu Indyjskiego, albo cichą wizytę do jednego ze świętych miejsc znajdujących się w pobliżu.

Nawet posiłki były dość wyjątkowe, ponieważ Gurudźi chciał, abyśmy jedli z zawiązanymi oczami. Zachęcał nas również do mieszania wszystkich potraw razem, podczas jedzenia, aby nie zabawiać zmysłów w żaden sposób i praktykować brak zainteresowania. Kiedy przestajemy karmić umysł zewnętrznymi doświadczeniami, tylko wtedy coś głębszego ma szansę wyłonić się na powierzchnię naszej świadomości.

Jednak prawdziwa praca wewnętrzna miała miejsce po obiedzie, gdy przez 4 godziny siedzieliśmy w całkowitej ciszy (nie wychodziliśmy nawet na plażę, ponieważ była to „zbytnia rozrywka dla umysłu", jak powiedział Gurudźi), robiąc dźapam i obserwując umysł.

Czego doświadczyłam podczas cichego odosobnienia?

Myślę, że każdy przynajmniej raz w życiu doświadczył czegoś tak dogłębnego, pięknego i niebywałego, że prawie bał się określić to słowami, by umysł nie narobił bałaganu i nie pomniejszył świętości tego. Dla mnie było to jedno z takich doświadczeń. Powiem wam, że przed tym odosobnieniem wiedziałam, na poziomie umysłu, że naprawdę tego potrzebuję. Jednak dopóki faktycznie tam się nie znalazłam, nie miałem pojęcia, jak bardzo w rzeczywistości pragnęła tego moja dusza. Mając umysł zaprzątnięty sprawami codziennymi, jak mogłabym usłyszeć to ciche wołanie duszy?

Kiedy doświadczacie 5 dni całkowitej ciszy, dotykacie czegoś tak głęboko w sobie, że wasze priorytety muszą się zmienić. Nagle zdajecie sobie sprawę, że przywiązywaliście uwagę i zbytnio stresowaliście się rzeczami, które są tak tego niewarte, że umysł automatycznie zwalnia z nich swój uścisk. A wy po prostu czujecie się o wiele bardziej wolni - i o wiele bardziej gotowi zanurzyć się głębiej w sadhanę i poświęcić jej więcej swojej uwagi, czasu i miłości. Po prostu zdajecie sobie sprawę, jaki to skarb.

Jednak doświadczeniem, które wywarło na mnie największe wrażenie, była całkowita ciemność.

Podczas tego odosobnienia cały ostatni dzień musieliśmy spędzić w ciemności, z zasłoniętymi oczami i w całkowitej ciszy. I choć niektórym może wydawać się to nieco przerażające, powiem wam, że dla mnie było to najpiękniejsze i najgłębsze doświadczenie podczas całego odosobnienia. Później usłyszałam, że inni mieli podobne odczucia. Zanim wkroczyliśmy w ciemność, Gurudźi wyjaśnił nam, że kiedy jesteśmy w zupełnej ciemności, umysł zmuszony jest powrócić do samego rdzenia, do samego źródła - i zaczyna zadawać sobie te cztery najważniejsze pytania życiowe: „Kim jestem? Co tutaj robię? Skąd pochodzę? Dokąd zmierzam?". Zaczyna pytać o samego Obserwatora. W ten sposób zostaje ponownie połączony z naszym wyższym Ja.

Co ciekawe, Gurudźi powiedział nam także, że kiedy medytujemy w całkowitej ciemności (nie zasypiając) w naszych ciałach i umysłach zachodzą głębokie procesy uzdrawiania. Miałam okazję doświadczyć tego. Podczas całego odosobnienia byłam bardzo chora – nie byłam zadowolona z mojego milczenia, ponieważ ciągle kaszlałam. Jednak w trakcie dnia, gdy byłam w ciemności mój kaszel powoli zmniejszał się i zmniejszał - a ja czułam znacznie więcej rozluźnienia w gardle, jakby fizycznie goiło się szybciej. Doświadczenie to było dla mnie tak zdumiewające, że naprawdę mnie zastanowiło: o ile nasze codzienne życie byłoby łatwiejsze, gdybyśmy od czasu do czasu postarali się odrobinę, zatrzymali wszystko i po prostu ...

...być w ciszy.

Po dniu spędzonym w ciemności nasze 5 dni ciszy dobiegało końca. Ostatni wieczór spędziliśmy na plaży przy ognisku. Po tym, jak przerwaliśmy milczenie, patrząc na księżyc, zrobiliśmy krótką sesję OM Chanting. Uczestniczenie w OM Chantingu, któremu towarzyszył głośny dźwięk fal oceanu było niezwykle kojącym i pięknym doświadczeniem, szczególnie po tych 5 dniach spędzonych w ciszy. To było po prostu pełne i kompletne.

Po przerwaniu naszego milczenia Gurudźi poświęcił swój czas i spędził z nami wieczór. Zachęcał nas do podzielenia się niektórymi z naszych doświadczeń. Pięknie było słyszeć jak różnie każdy z nas doświadczał ciszy i odkrywał w niej swój własny skarb. Słuchając nas, Gurudźi uśmiechał się w milczeniu. Potem delikatnie przypomniał nam, że 5 dni ciszy to dopiero pierwszy krok, by doświadczyć tej wielkiej wewnętrznej ciszy.

Jeśli naprawdę tego chcemy, musimy regularnie praktykować bycie w ciszy.

Wszyscy jesteśmy zajęci w naszym codziennym życiu. Jak jednak powiedział Gurudźi: „Nawet 5 minut dziennie w ciszy może coś zmienić, jeśli praktykuje się z pełnym zaangażowaniem”.

To ciche odosobnienie było naprawdę jednym z najgłębszych doświadczeń w moim życiu. I mogę tylko życzyć wam szczerze, abyście w przyszłości otrzymali podobną szansę - i abyście ją wykorzystali.


Blog »